Nocne robótki 2
Nie. Nie będzie żadnych zboczeństw. Nic z tych rzeczy. Tutaj panuje kultura i ogłada. A ktokolwiek stwierdzi inaczej zostanie wrzucony do gnojówki.
Wszystkiemu winny jest Family Guy i tysiąc pięć innych rzeczy. Siedzimy sobie pewnego pięknego niedzielnego wieczoru z bliźnim bratem i sprawozdaniem z PTK wiszącym tuż nad naszymi głowami i próbujemy się zmusić do chociażby chęci. Nie mówię już nawet o czynach.
- Robimy?
- Nom.
- Teraz?
- Tak.
- Tak?
- No nie wiem.
- Dobra, kimka godzinna.
… 2 godziny później …
- No to? Zaczynamy?
- Nom.
- Family guy.
- Ok.
… itp. itd. …
Zaczynając pisanie sprawozdania koło 4 rano, szanse na położenie się spać drastycznie maleją. A wszystkie, nawet te najprostsze, czynności zajmują kilka razy więcej czasu.
Fenomenem jest tutaj prawidłowość jaką zauważyłem podczas zdobywania narzędzi niezbędnych do pracy. Rzecz tak trywialna jak znalezienie długopisu staje się niekończącą się walką z zakamarkami całego domu. Co ciekawe kiedy już długopis się znajdzie, a obiektem poszukiwań uczynimy, dajmy na to, ołówek, znajdzie się od razu 20 długopisów. Freud twierdzi, że to podświadomość takie figle nam płata. Moja podświadomość nie pała chyba do mnie nadmierną sympatią.
Codziennie obiecuję sobie, że już więcej się taka sytuacja nie powtórzy. Codziennie przekonuję się, że takie obiecywanie nic nie daje. Dobrze mi z tym?
Widocznie tak. :)
tja, family guy…. zmora… nie można się uczyć przez to ;]
a ja na ten przykład uczyłam się cały wczorajszy dzień do kolosa, a grupa go przełożyła na za tydzień ;D ni chuja nie ma sprawiedliwości.