Mały niedźwiadek. 6
Czyli zasadniczo Miś :)
A konkretniej mój własny imperatorski Miś Yogi (a właściwie nie własny, ale tak ładniej brzmi). Po co Imperatorowi jacht do kompletnego remontu? Sam właściwie nie wiem. I dlaczego piszę o nim właśnie teraz, skoro kupiliśmy go ze Sławoszem z pół roku temu?
Otóż sporo ciekawych rzeczy wydarzyło się od tamtej pory. Miś zmienił miejsce zamieszkania i aktualnie okupuje czeluście mojej piwnicy (a dokładniej garażu), przez co czas dotarcia do niego jest pomijalnie mały. Dla ludzi niezorientowanych śpieszę z wyjaśnieniem. Wcześniej Miś stał w Brwinowie, co skutecznie uniemożliwiało jakąkolwiek pracę przy nim. Może się wydawać, że droga z Pruszkowa do Brwinowa nie jest przesadnie długa, ale w praktyce zorganizowanie wyprawy do tych odległych zakątków świata graniczy z cudem.
Jeżeli kogoś interesują losy naszego dzielnego Misia, to zapraszam na misiowego bloga, na którym mamy ze Sławoszem i Lukasem zamiar pisać o postępie prac (o ile będą postępować).
Aktualnie jesteśmy na etapie sprzątnięcia bajzlu z piwnicy. Kilka twierdzeń, które przyszły mi do głowy po wczorajszym sprzątaniu:
- niezależnie od tego jak duża jest piwnica nigdy nie ma w niej miejsca.
- sprzątanie naszej piwnicy nigdy nie polega na wyrzucaniu śmieci. wszystko jest kwestią odpowiedniego przestawiania szaf i różnego rodzaju dupereli próbując zyskać wymarzoną przestrzeń.
- o dziwo taka metoda skutkuje, a kompresja jest dość duża. powyższa metoda jest oczywiście spowodowana naciskiem ze strony ojca, który rzadko pozwala cokolwiek wyrzucić (moim zdaniem 50% rzeczy powinno już dawno znaleźć się na śmietniku)
- niezależnie od tego jak przeprowadzi się sprzątanie, nigdy, przenigdy, nie uzyska ono aprobaty rodziciela. zawsze znajdzie się 1000 powodów, które świadczą o naszej nieudolności w sprzątaniu piwnicy.
Powyższy wpis jest próbą reaktywacji bloga - być może tym razem uda mi się dodać więcej niż jeden wpis. Imperator powinien w końcu się lansować. ;-)